RSS
piątek, 25 czerwca 2010
Narty, wszędzie narty!

Gdziekolwiek ostatnio nie spojrzę widzę reklamy nart. To w pewnym sensie niesamowite i trochę mnie przeraża - ale ludzie naprawdę uwielbiają ten typ spędzania wolnego czasu. Oczywiście nie ma w tym nic złego, po prostu skala zjawiska jest dla mnie przytłaczająca. Gdziekolwiek nie spojrzę widzę reklamy: narty Włochy, narty Francja, narty Szwajcaria, narty Austria, narty Czechy, narty Alpy (dziwne, że jeszcze Himalajów nie reklamują. tam to dopiero by długie stoki były). Tak, czy inaczej - to właśnie lato podobno jest najlepszym momentem, by zarezerwować sobie zimowe wakacje. Właściwie nie dziwi mnie to. Skoro dobiera się odpowiednio pasujące do siebie grupy ludzi, rezerwuje przejazd i hotel - a liczba miejsc jest w końcu ograniczona - to wszystko musi się w pewnym momencie skończyć. Więc ci, którzy zechcą ruszyć wraz ze zorganizowaną grupą w środku sezonu nie mają na co liczyć. Pojedynczy, prywatni, jednostkowi narciarze może i poradzą. Ale nie grupa.

Narty, wszędzie narty!

Gdziekolwiek ostatnio nie spojrzę widzę reklamy nart. To w pewnym sensie niesamowite i trochę mnie przeraża - ale ludzie naprawdę uwielbiają ten typ spędzania wolnego czasu. Oczywiście nie ma w tym nic złego, po prostu skala zjawiska jest dla mnie przytłaczająca. Gdziekolwiek nie spojrzę widzę reklamy: narty Włochy, narty Francja, narty Szwajcaria, narty Austria, narty Czechy, narty Alpy (dziwne, że jeszcze Himalajów nie reklamują. tam to dopiero by długie stoki były). Tak, czy inaczej - to właśnie lato podobno jest najlepszym momentem, by zarezerwować sobie zimowe wakacje. Właściwie nie dziwi mnie to. Skoro dobiera się odpowiednio pasujące do siebie grupy ludzi, rezerwuje przejazd i hotel - a liczba miejsc jest w końcu ograniczona - to wszystko musi się w pewnym momencie skończyć. Więc ci, którzy zechcą ruszyć wraz ze zorganizowaną grupą w środku sezonu nie mają na co liczyć. Pojedynczy, prywatni, jednostkowi narciarze może i poradzą. Ale nie grupa.

Czego ludzie szukają?

Obecnie w internecie szuka się wielu rzeczy. Przede wszystkim informacji, ale nie tylko, ponieważ różnego rodzaje produktów i usług również cieszą się wielkim powodzeniem. Można powiedzieć, że w tej chwili internet jest bulgoczącym tyglem, w którym znaleźć można praktycznie wszystko. I jest prawdą, że wpisując dowolne hasło w popularnej wyszukiwarce internetowej prawdopodobnie uzyskamy odpowiedź. Nawet na hasła tak egzotyczne i wyspecjalizowane jak "ślub szczecin", "snopowiązałki", czy "oscypek polski" znajdzie się sporo odpowiedzi w znacznej mierze odpowiadających naszym intencjom. Dzięki zaawansowanym wyszukiwarkom znajdziemy naklejki na ściany dla dzieci, książki kucharskie dla dorosłych przedstawiające meandry historii rozwoju kucharzenia w Indiach, czy też różnego rodzaju zestawienia piłkarzy grających w spotkaniach międzynarodowych polskich drużyn piłkarskich przez ostatnie pięćdziesiąt lat. Sieć to kopalnia bez dna - tutaj  znajdziemy każdą treść, nieważne czy dotyczy ona muzyki, przedstawia filmy i seriale, czy też treść zapisaną na kartkach książek.

poniedziałek, 21 czerwca 2010
O czytaniu słów parę

Nie wiem, czy kiedykolwiek Wam o tym pisałem, ale jestem molem. Molem książkowym. Czytam dużo, chętnie i częto. Właściwie to czytam ksiażkę za książką, no chyba, że akurat nie stać mnie na zakup nowej i muszę poczekać, aż ktoś się nade mną zlituje i coś kupi, albo, aż sam nie uzbieram trochę grosza. Nie małego zresztą grosza, bo co jak co, ale książki do najtańszych nie należą. Czasami muszę wręcz wybierać - nowe spodnie czy książka i wiadomo, spodnie odpadają - książkę kupuję. Niestety, chodzę potem w mało modnych i dość już spranych ciuchach, ale co ja na to poradzę, że pasja u mnie jest ponad wszystko inne? Zresztą, to nawet nie moja wina, że tak kocham książki - zamiłownie do czytania bowiem, to z mlekiem matki wyssałem, bo ona, tak jak i ja, czytać może godzinami. Mama moja nie wydaje tyle pieniędzy na ksiażki, bo jej wystarczą te wypożyczone z biblioteki. Ja z kolei pożyczyonych ksiażęk czytać nie lubię. Muszę czuć, że książka jest moja. Tylko moja. No, a potem tak jest, że ona ma nowe kiecki, a ja wyglądam jak syn przybłęda albo gorzej - jak jej daleki ubogi krewny.

15:14, visegard
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 czerwca 2010
A w wakacje...

No i w końcu wiosna stała się wiosną ;-)) Pięknie i ciepło za oknem (ok., czasem może i za ciepło). Aż nie chce się w domu siedzieć. Nie wiem, jak Wy, ale ja już teraz planuje wakacje. Tradycyjnie, jak co roku, wyjadę z paczką starych i sprawdzonych znajomych nad morze - nasze polskie morze, oczywiście ;-)) Oj, już nie mogę się doczekać. Będziemy smażyć się na plaży, kąpać w wodzie i jeść ryby - od rana do nocy. W związku z tym od kilku dni jestem na diecie, wiecie jak to jest - zimą zawsze przybywa trochę tu i tam. Tak więc, aby bez wstydu wbić się w spodenki kapielowe, muszę trochę KG zrzucić. Nie chwaląc się - idzie mi calkiem dobrze. Szkoda tylko, że te grille gdzieś tam się pojawiają, ale nie przejmuje się tym zbytnio ;-)) W końcu liczy się dobra zabawa, O!

poniedziałek, 14 czerwca 2010
Mistrzostwa

No i wreszcie, znowu są mistrzostwa. Cztery lata trochę trwały, ale teraz już móżna spokojnie pić piwko, leżeć na leżaku i ciepłym wieczorkiem/popołudniem oglądać naprawdę niezły futbol, w którym na dodatek wszelkie chęci lub niechęci są łatwe do podejrzenia bo zamiast codziennej mieszanki geopolitycznej mamy faktycznie poszczególne kraje i narody. Ja jak zawsze będę kibicował Anglikom, chociaż trzeba przyznać, że ciągle mnie rozczarowują, ale co tam lubię taki futbol, jaki oni grają nie jakieś tam skakanie na piłeczce i podbijanie pomieszane z tańczeniem, tylko normalną twardą, męską grę, której bliżej do rugby czy futbolu amerykańskiego niż do cyrku i jego sztuczek. Może to już nie te czasy i dzisiaj każda gwiazda musi nie tyle strzelać, biegać i walczyć, ale się wyginać i tańczyć, jednak whatever, ja tam kibicuję Angolom i już! p.s. A Greenowi to bym .... z .... powyrywał!

10:30, visegard
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 czerwca 2010
Nowy lokator

Kiedyś, ktoś powiedział - niestety nie pamiętam, kto to był, iż nasze marzenia spełniają się nie tak i nie wtedy, kiedy tego chcemy. Niestety, tak stało się i w moim przypadku. Zawsze marzyłem o psie, takim owczarku niemieckim. Roztaczałem w dzieciństwie wizje o tym, jak sobie spacerujemy dzień po dniu, od rana do nocy. Tylko ja i On - mój pies. No i stało się, rodzice postanowili w końcu kupić psa. No dobra, siostra postanowiła, że ich namówi, a oni, jako że zrobią dla niej wszystko - zgodzili się. Kupili młodej psa - biszona kędzierzawego, któremu dała na imię bobik. Koszmar. Podaruję sobie dokładny opis psa, bo podejrzewam, że wiecie, jak on wygląda i łączycie się ze mną w bólu, wstydzie i cierpieniu.

13:42, visegard
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 czerwca 2010
By się inni podbudowali...

Trochę mnie nie było już tutaj to pora znowu coś napisać, co by blog nie umarł, chociaż przyznam, że za wiele się u mnie nie dzieje, a w zasadzie to prawie, że nic, tyle co nic. Nic... no może troszeczkę... ale to w zasadzie szkoda takie głupoty pisać, bo brzmiałoby to tak...

Byłem z ojcem po zakupy, kupiliśmy tarcze do betonu i będziemy... w sumie to on coś tam będzie moja rola się tutaj skończyła - nie mam zdecydowanie zadatków na pana złotą rączkę czy innego pomysłowego Dobromira. Potem co? Potem się nudziłem, na obiad była fasolka po bretońsku a potem słuchałem jak moja siostra kombinuje sobie makijaż ślubny - jaki, za ile, gdzie. Przyznam szczerze, że chyba nie jestem za dobrym bratem, bo powiedziałem wprost, że mnie mniej od tego jak będzie wyglądać interesuje czy będzie dobre żarcie na jej imprezie, ale cóż... taki już mój urok. O i dzień zleciał. Nudny nie? Chyba jedynym sensem prowadzenie przeze mnie takie nudnego bloga może być, że ktoś tam gdzieś zobaczy, że jego życie jest w sumie (w porównaniu z moim) całkiem bogate w atrakcje i nie musi już czuć się jak looser. JA go w tym zastąpię. Nie wiem może usunąć tego bloga, a nuz kiedyś coś ciekawego się w życiu zdarzy, ktoś sobie pomyśli, że w sumie fajny ze mnie facet, a potem trafi na te wypociny i będzie suchar... tak tylko z drugiej strony kasować miejsce gdzie mogę z siebie powyrzucać frustrację, na rzecz jakichś hipotetcznych znajomych, którzy nie dość, że są fajni to jeszcze w tej fajności mają czas przez stosy takich durnych wpisów się przedzierać... szkoda trochę, niech jeszcze powisi, a nuż coś mi z niego przyjdzie. i tyle, idę dalej.... nie robić nic. cześć

13:19, visegard
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 maja 2010
Nowości w sieci

Przeglądając ostatnio sieć natrafiłem na szereg nowych tematów, które wcześniej nie zaprzątały mojej głowy w takim stopniu, by zwracać na nie uwagę. tymczasem w związku z postepującym kryzysem finansowym (podobno zanikającym, ale nigdy nic nie wiadomo) zainteresowałem się światowymi rynkami finansowymi oraz różnymi opcjami walutowymi. W ten sposób natrafiłem na blog o foreksie, gdzie dowiedziałem się o co tak właściwie chodzi w tej ogromnej wirtualnej maszynie do natychmiastowego obrotu ogromnymi sumami.

Z drugiej strony natomiast szukałem czegoś dla dzieciaków. Wiele jest stron, które proponują bajki czy gry - jedne lepsze, drugie gorsze, jednak piosenki dla dzieci są tym, o czym wcześniej nie pomyślałem. A faktycznie warto zapoznać maluchów z wielkimi przebojami młodości naszej i pokolenia troszkę starszego. Teledyski dla dzieci to pozornie rzecz nowa - nic z tego, istnieje ich cała masa. Wystarczy zajrzeć. fajnie jest znowu usłyszeć stare motywy z dobranocek, piosenki kukulskiej, czy Jantar. Na pewno lepsze to niż piosenki dody. Co do tego można mieć całkowitą pewność.

środa, 05 maja 2010
Samochód - od marzenia do jego zrealizowania

Samochód to fajna sprawa. Wielu z nas marzy o nim już w dzieciństwie. Bardzo dobrze wiemy, że trudno sobie dziś bez niego poradzić. W końcu, czym, szybciej i łatwiej dojedziemy do celu, jak nie samochodem właśnie? Będąc dzieckiem, prowadzić takich prawdziwych czterech kółek, nie możemy. Możemy natomiast pograć sobie w gry samochodowe, które rewelacyjnie przygotują nas do tego wymarzonego dnia - dnia, w którym to po raz pierwszy zasiądziemy za prawdziwym kółkiem kierownicy i po raz pierwszy odjedziemy daleko, przed siebie. Oczywiście, same gry nie wystarczą, trzeba, a nawet należy, przejść odpowiednie szkolenie. Jeśli nie znamy fajnej i niezbyt drogiej szkoły nauki jazdy, to nic straconego - wystarczy, że odpalimy naszą wyszukiwarkę internetową i w jej okienko wpiszemy wyrażenie takie, jak np., prawo jazdy Poznań, Kraków czy tez Wrocław - w zależności od naszego miejsca zamieszkania, a naszym oczom ukaże się lista firm i specjalistów, którzy chętnie nas podszkolą i to nie tylko w samej jeździe, ale i w przepisach - zakazach i nakazach. Kiedy w końcu uda nam się pozytywnie przejść egzamin na prawo jazdy i, kiedy będziemy trzymać już w naszych dłoniach, ten upragniony dokument, warto pomyśleć już wtedy o pewnym małym zabezpieczeniu, które nieraz może nas uratować. O czym mowa? Ano o jakiejś pomocy drogowej, której wizytówkę lub numer telefonu powinniśmy mieć zawsze przy sobie. Jeśli jednak i tutaj nie znamy żadnego odpowiedniego specjalisty w naszym mieście, to i tutaj pomocna okaże się nasze przeglądarka. Wystarczy wpisać hasło pomoc drogowa Wrocław, Poznań czy tez Kraków, a z pewnością coś dla siebie wybierzemy.

Zakładki:
Stancje
Tagi