RSS
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Wpisujesz i wiesz

Co zrobić, kiedy pilnie potrzebujemy jakieś rady, pomocy lub wsparcia, a w pobliżu nas nie ma nikogo, kto mógłby nam pomóc? Co zrobić, kiedy bez wizyty u jakiegoś specjalisty obejść się nie da, a my nie wiemy, ani gdzie go szukać, ani jak tam dojechać? Dziś, jak wiadomo, każdy chce być "samowystarczalny", tak więc dzwonienie po rodzinie, znajomych i sąsiadach odpada. Co więc nam pozostaje? Wyjście na ulicę i zaczepianie przechodniów? A może podróżowanie z nadzieją, że w końcu, kiedyś, jakoś trafimy, tam gdzie chcemy? Nie, to przecież nie ma sensu. To tylko kolejna strata czasu. Najlepsze, co można zrobić to... uwaga, uwaga... włączyć swoją przeglądarkę internetową, gdyż to tam właśnie odnajdziemy odpowiedzi na większość naszych pytań. W jaki sposób? Ano, w zadziwiająco prosty. Wystarczy w okienko naszej przeglądarki wpisać odpowiednie wyrażenie. Aby uniknąć niepotrzebnego błądzenia po stronach specjalistów np., w Krakowa, do którego i tak, z racji odległości, nie pojedziemy, pamiętajmy, aby zawsze razem z tym, co nas interesuje, wpisać nazwę miejscowości. I tak, np., kiedy szukamy dentysty w naszym mieście to wpisujemy "dentysta Poznań". Podobnie robimy, kiedy szukamy np., radcy prawnego, w okienko naszej wyszukiwarki wpisujemy wtedy "radca prawny Poznań", a naszym oczom ukaże się tylko to, z czego faktycznie możemy wybierać.  Inaczej sprawa ma się, kiedy szukamy jakiejś zwykłej informacji - odpowiedzi, wtedy nie musimy podawać nazwy naszego miasta, wystarczy bowiem, że wpiszemy np., "naklejki ścienne", a będziemy mogli sobie poczytać, czym one są i dla kogo są dobre. Proste i jasne, czyż nie?

piątek, 23 kwietnia 2010
Łajba

Każdy kto kiedykolwiek żeglował wie doskonale jak wspaniałe jest to przeżycie. Równocześnie jednak każdy, kto kiedykolwiek posiadał własną łajbę, zdaje sobie sprawę jak dużym problemem może być regularna konserwacja własnej żaglówki czy yachtu...Największą zaś trudnością jest przywracanie dawnej świetności łodzi, która przez długi czas stała zapomniana i zdążyła zdecydowanie stracić większość swoich atutów. Naprawa łodzi – o ile jeszcze dość prosta w przypadku starszych, drewnianych modeli – to ogromne wyzwanie. Wymaga nie tylko sporej wiedzy i umiejętności, ale też posiadania odpowiedniej przestrzeni – hangaru – w którym można przechowywać ją i chronić od nieprzyjaznych warunków pogodowych w okresie gdy kadłub nie jest zabezpieczony. O ile dość łatwo znaleźć i wynająć kawałek miejsca w hangarze na czas zimowanie łodzi, o tyle wykonywanie tam wszelkiego rodzaju większych napraw – absorbujących przestrzeń i zwykle wadzących innym – nie jest już zbyt łatwe ani mile widziane przez właścicieli hangaru - jak powiedział mi kiedyś jeden "gdybym chciał mieć tu taki burdel to zostałbym szewcem i buty damskie ze skóry krajał - swoją drogą dość oryginalne porównanie. Jeśli zaś posiadamy dodatkowo łajbę wykonaną z tworzywa – jak na przykład większość, wciąż najpopularniejszych w naszym kraju Omeg, których drewniane odmiany stanowią dziś coraz częściej istny zabytek na wodzie – to odpowiednia naprawa, wymagająca zastosowania bardziej zaawansowanych metod, niż opalanie farby, wyłuskiwanie i uzupełnianie ubytków w drewnie, kładzenie zabezpieczeń i malowanie, okazuje się często prawdziwym problemem. Wydaje się zatem, iż czasem warto jednak zlecić takie zadanie komuś, niż samemu tracić, czas, środki i nerwy na jego wykonanie, tym bardziej, iż jeśli nasz kadłub wykonany jest z tworzywa i w stanie w jakim jest nie nadaje się do eksploatacji, to oznacza to, iż uszkodzenia są naprawdę poważne, gdyż w przeciwieństwie do drewna tworzywo cechuje się naprawdę wysoką wytrzymałością materiału.

14:04, visegard
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Weekendowo

Weekend to piękna sprawa. Nigdzie się nie śpieszysz, nikt Cię nie pogadania. Możesz spać, jeść czy też oglądać tv, zawsze wtedy, kiedy masz na to ochotę - bez większego zwracania uwagi na uciekający czas. To, co ja najbardziej lubię w weekendzie, to z pewnością ta nieograniczona możliwość grania w gry komputerowe. Lubię grać w gry, mało tego, przyznaję się bez bicia, lubię gry dla dzieci :) Lubię i nic na to nie poradzę! Ba, nawet nie chcę. Najbardziej lubię grać w gry wojenne, gdzie przemoc nie jest aż tak oczywista. Można ze spokojem zanurzyć się w koleje gry, wiedząc, że nic Cię nie zaskoczy (w złym sensie tego znaczenia) ani też nie przestraszy, gdyż gry tego typu są bezpieczne i przyjemne. Poza tym, podoba mi się ta kolorystyka i to, że nie zawsze trzeba wytężać umysł - w końcu, są to gry dla dzieci :) Tak więc, moje myśli, mój geniusz :) mogą sobie odpocząć i nabrać siły do walki z nowym tygodniem. No właśnie, tygodniem, mamy już poniedziałek, tak więc niestety, ale muszę pomału się zbierać - obowiązki czekają.

środa, 14 kwietnia 2010
Budowa domu

Po ostatnich przygodach mojego kumpla, doszedłem do wniosku, że wybudowanie własnego domu w Poznaniu, to nie lada sztuka, która wymaga od nas nie tylko ogromnych pokładów czasu, nerwów i pieniędzy, ale także niezliczoną ilość dokumentów, zaświadczeń i certyfikatów. Jeśli więc zamierzacie zrealizować swoje marzenie o posiadaniu domu, należy przygotwać się na istną droge przez mękę. Cóż bowiem z tego, że wymaga się od nas np. audytu energetycznego, kiedy firm wystawiających takie ekspertyzy na wielkopolskim rynku budowlanym, jest stosunkowo nie dużo? Nawet sobie nie wyobrażacie, ile godzin spędziłem z kumplem przed komputerem, wpisując w wyszukiwarkę rozmaite kombinacje haseł audyty energetyczne Poznań. Siedzieliśmy, wybieraliśmy, ocenialiśmy i porywnywaliśmy, aż w końcu, któregoś dnia, udało nam się znaleźć dokładnie to, czego szukaliśmy. I kiedy już wydawało nam się, że te wielogodzinne posiedzenia przed komputerem mamy raczej już za sobą, okazało się, że tyle samo wysiłku i samozaparcia potrzeba, aby odnaleźć specjalistów od układania płytek. Na szczęście, podobnie, jak w wyżej wymienionym przypadku, tak i tutaj, sukcesem zakończyło się wpisywanie w wyszukiwarkę haseł układanie płytek Poznań. Aż boję się pomyśleć, co by to było, gdyby nie internet.

Kantor

Kilka dni temu, kiedy wracałem ze sklepu, pod moim domem, no dobra – prawie pod moim domem, nie wiadomo skąd i jak zrobiło się gigantyczne zbiorowisko gapiów. Sam zaciekawiony tym niecodzinnym widokiem, a zarazem koniecznością przedostania się do domu, zacząłem brnać w ten tłum. Gdy nagle nie stąd, ni zowąd drogę zagrodził mi ogromny facet w czarnym ubraniu z napisem ochrona Poznań, który oznajmił, a właściwie to wykrzyczał, że przejścia nie ma, że muszę poczekać, aż policja zakończy swoje czynności. Jakie czynności zapytałem, nie na żarty już zdenerwowany?!. No i wtedy, ktoś z tłumu szepnął mi, że parę minut temu próbowano zrabować znajdujący się nie opodal nas, kantor wymiany walut. Jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa, nie mogło oczywiście zabraknąć telewizji, która nie oszukujmy się, uwielbia takie akcje, bo cóż lepiej podnosi oglądalność, jak nie przestępczość właśnie? Jak wyczytałem z naklejek umieszczonych na samochodzie, telewizją która raczyła nas swoją obecnością była telewizja przemysłowa Poznań. To też, zaraz jak tylko wróciłem do domu włączyłem naszą regionalną telewizję w oczekiwaniu informacji dotyczącej tamtego wydarzenia – a nuż zobaczę siebie, pomyślałem. Niestety – nadzieja matką głupich, jak się to mówi.

środa, 07 kwietnia 2010
No i masz

Hmmm obawiam się, że z pewnymi rzeczami się trochę pospieszyłem, ale po kolei.. wczoraj nie miałem czasu, wybrałem się zatem dzisiaj do mojego wspaniałego radnego (mamy jednego na osiedlu i jest na tyle miły by udawać, że dalej musi w bloku mieszkać) zapytać co mogę poradzić na tych panów jarmarcznych i czy może miasto w przyszłym roku mogłoby im nie dawać zezwolenia na rozstawienie się w święta...

Cóż okazuje się, że łąką nie jest już dawno miejska tylko prywatna, a miasto nic nie może nikomu zrobić, jeśli nie łamie prawa na swoim gruncie. A rozstawianie wesołego miasteczka łamaniem prawa nie jest. Baaa jak mi powiedziano mam się cieszyć, że to tylko wesołe miasteczko, bo niektórzy mają takiego pecha, że np. stawia im ktoś pod oknem sexshop i wywiesza na wystawie (na wprost przedszkola) wibratory i tłumacz potem człowieku dzieciakowi "co to takiego". Albo ma się przed oknem ogromny baner o treści "Przedwczesny wytrysk nie martw się! Pomożemy" i tak sobie człowiek coś takiego ogląda dzień w dzień, rano i wieczorem i się poważnie zastanawia nad siłą podświadomości, a to i tak wszystkio pikuś...bo zdarza się i gorzej... hmmm no i co ja mam powiedzieć... chyba jeszcze trochę i zacznę się cieszyć, że mój sąsiad kimkolwiek jest właścieciel łaki) postanowił grać wesołe melodyjki w dzień męki Pańskiej, życie...

15:50, visegard
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 kwietnia 2010
A propos

Moja poprzednia notka miała być w sumie zupełnie o czym innym, ale wściekłość na panów od rozrywki sprawiła, że zapomniałem. A zapominalstwo rzecz zła, będą zatem dzisiaj dwie notki, jedna po drugiej. Tamta świąteczna, prywatna; ta teraz taka bardziej blogowa, ciekawostka ot tyle. Chcę dzisiaj napisasać o ciekawym przypadku. Mam bowiem w rodzinie znajomego, który zajmuje się pozycjonowaniem czyli innymi słowy sprawia, że po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową ustalonego hasła, witryna internetowa, którą pozycjonuje znajduje się wśród pierwszych wyświetlanych wyników. Otóż znajomy ten opowiedział mi, że jego zdaniem kryzys, w którym pogrążona jest obecnie gospodarka to tak naprawdę kryzys dotyczący jedynie firm, które wciąż jeszcze nie przestawiły się na funkcjonowanie odpowiednie do zaistniałych czasów. Innymi słowy jest to kryzys dinozaurów, które i tak muszą wyginać. Podał
mi tutaj także ciekawy przykład (a w zasadzie przykłady) lecz ja przytoczę tu tylko jeden. Jednym z jego klientów jest firma produkująca firany. Firma utrzymuje się głównie dzięki temu, że dostarcza owe firany i inne podobne wyposażenie hoteli. Ogólnie cała branża przeżywa obecnie kryzys. Wiadomo ludzie mają mniej pieniędzy, mniej wyjeżdżają, hotele zarabiają mniej, mniej wydają. Jednak owa firma, jego klient, zdołała w roku ubiegły zwiększyć swoje przychody o ponad 50%! Dlaczego? Ponieważ zastosowała odpowiedni do czasów marketing - internet. Każdy, kto musi coś kupić, a chce oszczędzić szuka obecnie w internecie, jeśli zatem jest się tam odpowiednio ulokowanym to i tak uda się zarobić, a firmy, które tego nie pojęły faktycznie przeżywają kryzys i tracą. Przykładów takich podał mi bardzo dużo, ale ten zapamiętałem najlepiej i w sumie nie wiem trudno mi się z nim nie zgodzić, że wiele firm po prostu przestało już przystawać do obecnej rzeczywistości i albo się zmienią, albo zbankrutują, a że świat zmieniał sie ostatnio bardzo szybko, to może faktycznie ma on rację i kryzys to tak naprawdę wymóg przystosowania się. Skończy się wtedy, gdy pozostaną tylko ci, którzy umieją sobie radzić w nowej rzeczywistości... A co Wy o tym myślicie?

08:12, visegard
Link Dodaj komentarz »
Jarmark...wielkanocny

Święta w pełni. Rodzina się zjechała, ludzi po domach pełno, wszyscy tylko pisanki, święconka, jedzenie, jedzenie, jedzenie plus wiadomo do kościoła, z kościoła, na spacer, jedzenie, jedzenie, jedzenie. No polskie święta po prostu. Wszystko to rozumiem w sumie super, wielki post się kończy, Bóg zmartwychwstaje, następuje odrodzenie i wszyscy mamy się odrodzić - jak mądrze powiedział dzisiaj w radiu jeden facet "wielkanoc to święta nadziei, zatem miejmy nadzieję, pielęgnujmy ją i cieszmy się nią przez ten świąteczny czas, a kiedy odpoczniemy
zbierzemy siły w rodzinnym gronie, to od wtorku przystąpmy do działania i zróbmy wszystko aby te nasze nadzieje się ziściły". Inaczej mówiąc "ora et labora" i fajnie. Wszystko to lubię, wszystko to rozumiem, ale mam pewne ale...
Post dopiero się kończy, tymczasem u mnie pod blok na wolne pole, zjechało sobie wesołe miasteczko. Ok ich wola podróżować, ja bym tam wolał święta w domu spędzić. W każdym razie zjechało i zaczęło się rozkładać. Wzięli poustawiali co tam mieli - głównie mniejsze sprzęty jak siłomierz boxer, dwie karuzele, euro bungee, tor samochodowy i przeróżne dmuchańce - zjeżdżalniem, zamki, etc. Rozumiem, że od wtorku chcą ruszyć, wiadomo koniec postu, można się bawić, to zaczną dzieciaki złazić, sobie zarobią, ale .... no kurde są święta, nie pracuje się, to dlaczego do cholery nie mogą tego uszanować i muszą się rozstawiać już w wielki piątek!!! No przecież to jest paranoja, oni rozstawiają i testują i w wielki piątek, szczyt wielkiego postu, a u mnie pod oknem słychać muzyczkę jarmarczną, błyskają światełka i wszystko wskazuje na to jakbym miał wesołe miasteczko. Szczyt szczytów, tyle Wam powiem. I we wtorek postaram się żeby ktoś za to beknął. Słowo.

08:10, visegard
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 kwietnia 2010
Biegiem do wiosny

Wiosna przyszła niby jakaś taka bylejaka (chociaż pierwsze dni były bardzo piękne, trzeba to przyznać), ale tak czy inaczej przyszła i ukryć się tego nie da. A wiadomo jak wiosna, to trzeba zrzucić ciuchy, przejrzeć szafę i dojść do wniosku, że nie ma tam nic, co mógłby człowiek na siebie założyć... a zatem jednym słowem trzeba ruszyć na wiosenne zakupy. Niestety ubrania w naszym kraju do tanich nie należą i przyzna to każdy, kto nie zarabia dużo powyżej średniej krajowej. Oczywiście można sobie jakoś radzić odwiedząć outlet czy inne miejsca (w mojej okolicy jest np. hurtownia odzieży sprzedająca w detalu i różnica cen między nimi, a sklepem bywa naprawdę duża), ale tak czy inaczej tanio nie jest. Dodatkowo z tego mi wiadomo to cały czas mamy kryzys – oficjalnie oczywiście Polska jest (co powtarza się wszędzie do znudzenia) „zieloną wyspą na czerwonym morzu europejskiej recesji”, ale kto jeszcze w to wierzy? Zubożenie społeczeństwa i kiepski stan rynku pracy są zdecydowanie lepszym wskaźniekiem niż śliczna mapka, jeszcze śliczniejszego premiera. Tymczasem na moim postrzeganiu świata pojawił się ostatnio drobny zgrzyt. Otóż mamy dopiero kwiecień, a już wszelkie sklepy odtrąbiły sukces handlowy i piszą, iż ubrania sportowe schodzą w tym roku jak świeże bułeczki. Polacy gromadnie przekonali się uprawiania sportu itp., itd., i w ogóle cuda nie widy. Ok widziałem sprawozdania, widziałem spis obrotów, w porządku marzec (po części pokryty przecież śniegiem!sic!) był w stosunku do wszystkich ubiegłych lat rekordowy dla sprzedaży odzieży sportowej, ale... no właśnie chciałoby się powiedzieć jak to, kto to? Przecież jeśli ludzie nie mają pieniędzy lub mają mało to najpierw kupią sobie palto, a potem pomyślą o fajnych spodniach do biegania! Dlaczego zatem tak się stało? Przyznaję nie wiem, ale chętnie się dowiem, bo po prostu nie trafiają do mnie te statystyki, mam uwierzyć, że nagle wzbogaciliśmy się i pobiegliśmy grupowo po spodnie do biegania? Przecież to już z założenia brzmi bez sensu.

13:30, visegard
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
Stancje
Tagi