RSS
czwartek, 25 lutego 2010
Ja widziałem, a ktokolwiek wie? :D

Sporo czasu poświęcam ostatnio kwestiom gier w internecie. Przyznam, że wędrując tak sobie po sieci stwierdziłem, że zupełnie nie rozumiem na jakiej zasadzie odbywa się klasyfikacja poszczególnych gier. Często zdarza mi się, że znajduję znacznie ciekawsze gry logiczne na stronie o szumnej nazwie gry dla dziewczyn, a na całkiem dziewczęce gry natrafiam na stronach mających podobno zawierać gry samochodowe, itp. itp. Nie wiem dlaczego tak to działa, ale przyznam, że tego nie rozumiem, tym bardziej, że - jak podejrzewam - ich twórcy wiedzą co nieco optymalizacji... w końcu stron trochę jest, a mi się dalej niż poza pierwszych dziesięć wyników wychodzić nie chce. Dlaczego zatem ktoś celowo indeksuje swoje strony pod błędnymi keywordami? Chciałbym wiedzieć... Jeśli ktoś ma jakieś informacje na ten temat albo chociaż linki do czegoś, co by mi wytłumaczoło ten fenomen będę wdzięczny. Proponuję wkleić je w komentarzach. A i żeby nie było, są też strony, gdzie wszystko jest tak jak spodziewać można byłoby się zgodnie z ich nazwą, dobrym przykładem mogą być gry bijatyki. I chwała im za to, bo co jak co, ale na pewno nie lubię nie znajdować tego, czego szukam...

 

14:43, visegard
Link Dodaj komentarz »
W obronie internetu

Internet to prawdziwa skarbnica dóbr wszelakich. Można tu znaleźć wszystko, co dusza zapragnie, a niektórzy pozwalają już sobie – na wciąż jeszcze przesadne – stwierdzenie, że „jeśli czegoś nie ma w internecie, to po prostu nie istnieje”. Oczywiście można tu natafic zarówno na rzeczy dobre, jak i bardzo złe, a ich segregacja – z racji braku rzeczywistych odniesień do przestrzeni fizycznej – jest znacznie bardziej utrudniona, jednak nie sposób wyobrazić sobie kogokolwiek, kto z tego powodu byłby gotów zrezygnować całkowicie z internetu. Tak się po prostu nie da, a istnieją w nim zagrożenia trzeba identyfikować i uczyć się je omijać. Świetnym przykładem mogą tu być młodzi rodzice, zdają sobie oni sprawę, z wielu zagrożeń jakie dla poprawnego wychowanie ich dziecka niesie za sobą korzystanie z internetu. Jednak nie decydują się oni nigdy na całkowite pozbawienie ich kontaktu z siecią, gdyż dobrze wiedzą, że poprzez znajdujące się tam gry dla dzieci lub inne rozrywki młody człowiek uczy się korzystania z komputera i internetu. Innym słowy zdobywa umiejętności, które będą mu nieodzownie potrzebne w przyszłym, dorosłym życiu. I oczywiście wiadomo, że nawet najlepsze kreskówki dla dzieci dzieli tu ledwie jedno kliknięcie od przemocy, pornografii czy innych niewskazanych na najmłodszych treści, jednak umiejętne streowanie podróżą dziecka przez wirtualną rzeczywistość należy właśnie do jednych z najważniejszych obowiązków i zadań, jakie stoją przed współczesnymi rodzicami. Skoro zatem nawet ci, którzy z całym sercem i miłością na jaką stać tylko rodziców gotowi są akceptować intenet wraz z jego mroczymi stronami, to czy ktokolwiek inny ma prawo krytykować go i oskarżać o wszystko, co najgorsze? Z pewnością nie!

poniedziałek, 22 lutego 2010
Pierwsza - średnio odkrywcza myśl :)

Pamiętacie jak pisałem ostatnio, odkryciu pozycjonowania. No to dzisiaj mój pierwszy wniosek, łatwiej jest wypozycjonować stronę na keywordy połączone z danym miastem niż bez np. depilacja laserowa Poznań albo depilacja laserowa Gryfino zamiast po prostu depilacja laserowa. Oczywiście kumam, że zawężenie geograficzne oznacza jakieś konkretne zawężenie konkurencji bo w końcu nigdy nie będzie tak abym miał więcej konkurentów w mieście niż w całym kraju czy na całej ziemi. Wiadomo, miałem kiedyś matmę i takie podstawy jak zbiór zawarty w zbiorze kojarzę dobrze. Ciekawi mnie jednak na ile ktoś mógłby być zainteresowany takim "lokalnym" pozycjonowaniem. W końcu może się mylę, ale Polska jest krajem w którym duże miasta są całkiem duże (chociaż nie powierzchniowo, ale to już wina tych paskudnych komunistycznych bloków) tym samym oznaczają potencjalnie sporo klientów, a równocześnie miasta są na tyle małe, że chyba nie ma zbyt wielkiej konkurencji na poziomie lokalnym? Mylę się? Sam nie wiem, ale jeśli byłoby to tak, to może pora pomyśleć o nauce pozycjonowania? To byłoby coś całkiem ciekawego i zyskownego chyba. Nie wiem, tak tyle...na gorąco jeszcze:)

15:46, visegard
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 lutego 2010
Tyle blogów w całym internecie :)

Tak naprawdę dzisiejszy internet blogami stoi. Gdzie nie spojrzymy - wszędzie blogi. I tutaj też wyrósł jeden, mój własny, własnemy ręcami budowany i z własnej krwawicy hodowany. Mnogość interesujących blogów to jednak nie wada, a zdecydowana zaleta uwolnionej treści. No bo tak naprawdę - każdy pisze to, co chce. Czyta ten, co chce. Nie podoba się treść? Wychodzę. Nie chcę pisać o tym, co mi redaktor każe? Nie piszę. Dlatego ta wolność jest doprawdy niesamowita i cudownie pożywna dla umysłu. Nie wiem, czy takie osoby jak Chantelle, czy Tyglysica byłyby odpowiednimi dziennikarkami, czy innymi nabytkami dla dużej gazety, ale zapału i talentu do pisania z całą pewnością im nie brakuje. Dlatego też uważam, że blog może być również świetną formą samopromocji (czy ja się promuję? No, czy ja się tu promuję?), która w końcu zaowocuje jakąś okrągłą sumką na koncie :) A nawet, jesli nie zaowocuje, to chociaż ta strasznie dużo satysfakcji.

A tematyka? Różne są tematyki blogów - częśc nie ma jakiegoś określonego tematu, i też dobrze. Bo można tworzyć dzieła tematyczne, można też bardziej ogólne, uniwersalne. Blogi Tyglysicy i Chantelle to przykłady dosyć ogólnych tworów o zróżnicowanym aspekcie. Ale zdarzają się też takie strony jak portal studencki, który traktuje dosyć szerokie spektrum tematów w sposób bardziej skonkretyzowany. A ja krążę sobie tylko od tematu do tematu, zależnie od tego co mnie w danej chwili zainteresuje.

A co dla dzieci? A co dla mnie?

Tak sobie myślę, że w internecie mało jest tak naprawdę stron przeznaczonych dla dzieci. Czy to dobrze, czy źle? Trudno powiedzieć. Z jednej strony można pomyśleć, że od ślęczenia przed ekranem psuje się wzrok, niszczy psychika, czy cokolwiek innego. Co do wzroku to sam mam pewne wątpliwości, faktycznie zbyt częste wpatrywanie się w ekran może zaszkodzić, co obserwuje po paru znajomkach. Jednak z drugiej strony patrząc, w końcu żyjemy w społeczeństwie cybernetycznym, wysoce stechnicyzowanym, dla którego interakcje z komputerem i siecią globalną nie ograniczają się już do rozrywki. No bo, czym takie malowanki miałyby dziecku zaszkodzić? Lepszym rozróżnianiem kolorów? Pomocy w postrzeganiu krawędzi? Patrząc na to zagadnienie z drugiej strony można powiedzieć, że wiele jest takich tematów, które wydają się być reprezentowane w internecie w sposób mało satysfakcjonujący. Chociażby takie tematy jak "poznań nieruchomości". Wpisuję w wyszukiwarkę takie hasło, a wyników (wbrew pozorom) jak na lekarstwo. Albo gry flashowe. Sporo jest wyścigów, czy gier logicznych, ale wybranie opcji takiej jak gry strzelanki - i od razu bieda. Wciąż sporo dziur jest w różnych tematykach. Mam nadzieję, że w końcu ktoś je wypełni!

czwartek, 18 lutego 2010
Uwielbiam gry logiczne!

Wszelkiego rodzaju układanki, rebusy, zagadki - to coś dla mnie. Uwielbiam gry logiczne wszelkiego rodzaju i te w gazetach, w książkach, jak i te na ekranie komputera. A przyznać trzeba, że komputer daje spore możliwości jeśli idzie o rozwój gier logicznych. Otrzymujemy taką mnogość tematów, rozwiązań i potencjalnych form rozrywki, że głowa boli. A do gry dobra jest jakaś tam muzyka, dlatego fajnie jest odnaleźć dla siebie jakąś działającą wyszukiwarkę, która odnajduje legalne, darmowe mp3. Bez tego to raczej ciężko mi się odnaleźć w podobnych klimatach. Takie gry naprawdę potrafią wciąnąć, nawet żadne zegarki pokazujące, że już północ, że już pierwsza albo druga - nie są w stanie mnie odciągnąć od ekranu. Wiem, że nie jest to ani wyjątkowa ani rzadka przypadłość, ale jednak jest moja własna, i mogę się tylko nią pochwalić.

Odkryłem pozycjonowanie

Właściwie nie chodzi o to, że je wynalazłem, tylko po prostu o to, że dowiedziałem się co to jest. Każda strona w internecie zajmuje jakąś pozycję w szeregu i to właściwie było dla mnie dosyć oczywiste, jednak w jaki sposób się to dzieje, na czym to polega - to już trudniejszy temat. No więc pozycjonowanie polega na tym, że staramy się podbić stronę jak najwyżej w wynikach wyszukiwania popularnych przeglądarek internetowych (czyli głównie jednej). Mój blog tak samo jak i każdy inny mógłby skorzystać trochę na tego rodzaju podrasowaniu, ale z tego co słyszałem, rzecz nie jest łatwa. Można się łatwo naciąć i stracić zamiast zyskać. Mimo wszystko jednak może dobry startup jest wart ryzyka? Kto wie. Ja zbytnio ryzykować nie mam zamiaru, ale cos tam na pewno pokombinuje na dniach ;)

środa, 10 lutego 2010
:(

Hej, na początek przepraszam wszystkich, jeśli będzie dzisiaj więcej literówek niż zwykle, ale niestety piszę z uczelnianego kompa, a klawiatura jaką tu mają jest delikatnie mówiąc do niczego. Problem jest taki, że kto wie czy nie będę musiał przywyknąć do tych koślawych klawiszy. Mojego kompa trafił wczoraj szlag. Nie wiem jeszcze co się stało, ale nagle sam się wyłączył – a to laptop jest i raczej nie robi taki rzeczy – i potem... no niby daje się włączyć, ale nic nie działa, podłączony pod awaryjne pokazuje, że na dysku nie ma prawie nic. Nie wiem, ale chyba coś z twardzielem poszło i jak nic odzyskiwanie danych będzie konieczne. Dobrze jeśli tylko to, bo jak szlag trafił coś jeszcze to ja nie wiem, z czego jak to teraz opłacę. Ogólnie jeśli się okaże, że odzyskiwanie też jest za drogie to pewnie przeboleję stratę tych wszystkich fotek, grafomańskich szaleństw i muzyki. Było zrobić kopię bezpieczeństwa. I po prostu kupię nowy dysk. Bądźmy szczerzy nie wiem ile kosztuje odzysk danych, ale trochę się boję, że może mnie po prostu nie być na niego stać. W sumie to tak sobie myślę, że może się zapędziłem z tymi rozważaniami, może dysk nie poszedł, a ja się po prostu sugeruję twierdzeniami Pawcia – najbliższy umysł ścisły jaki miałem pod ręką. Było nie było inżynier budowlaniec z papierami lakiernika niekoniecznie musi być komputerowym ekspertem. Teraz nie bardzo mam czas, ale w poniedziałek po egzaminie pojadę z tym do jakiegoś kumpla, co by się faktycznie na tym znał. Może nie jest tak źle, co nie? Tak właśnie pomyślałem sobie, że przecież to jest laptop, to jak jego trafia szlag, to już tak ostatecznie, prawda? Czyli w sumie gdyby poszedł dysk, to już by nic nie działało, a ja musiałbym kupić od razu nowego kompa i jakiekolwiek odzyskiwanie byłoby zupełnie hors-sujet. Mylę się? W sumie nigdy się specjalnie nie interesowałem, ale coś mi głowie dzwoni, że podzespoły to się wymienia tylko w stacjonanych, a w lapkach to żadnych zmian się nie robi. Nie wiem nie pamiętam. No nic, trzymajcie się, a ja się postaram coś tam skrobnąć zawsze jak do biblioteki wpadnę. Nara.

08:24, visegard
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 lutego 2010
Jedzmy i uczmy się :)

Właśnie sobie – dla zabicia czasu, choć paradoksalnie nie mam go zbyt dużo – policzyłem ile mi zostało do nauczenia się. No i muszę opanować pamięciowo (niestety) jeszcze około sześćdziesięciu stron hardcore'owo skondensowanych notatek. Przyjmując, że do egzu zostało mi pięć dni to daje to dwanaście stron dziennie. Niby nie tak źle, ale ja mówię o naprawdę skondensowanym tekście, który trzeba opanować pamięciowo prawie jak wiersz, ni wystarczy się orientować. Mówiąc krótko cieńko to widzę. Dzisiaj jutro jeszcze jakoś pójdzie, ale potem z kolejnymi dniami, boję się, że może być spadek formy, nie wspominająć już, że nie pozostanie mi ani trochę czasu, na takie powtórzenie powtórzenia.

W związku z tym wszystkim zastanawiam się jak by tu sobie podnieść formę. Wiadomo Burny, Redbulle standard, ale tu też nie można przegiąć, poza tym jeśli pojadę na nich zbyt długo to na egzaminie mogę mieć ten cholerny moment energetycznego zjazdu i nie tylko nic nie będę pamiętał, ale nawet nie będę w stanie się podpisać. A to nie byłoby dobre, co nie? Zacząłem trochę szperać i wyszło mi – chociaż nie wiem, czy aby nie jest za późno, że dobrym rozwiązaniem mogłaby być dieta. Przynajmniej tak twierdzą mądrzy ludzie w grubych książkach i cutyjący ich sławni dziennikarze i w cieńkich gazetach. Jakiejś mega rewolucji nie zrobię, wiadomka pięc dni zostało to co tu można zmienić, ale … no na przykład po orzechy mogę się przejść. Podobno świetnie wspomagają koncentrację. Co jeszcze? Ano wyczytałem, że marchewka jest za....ista. Pomaga wkuwać na pamięć i poleca się ją szczególnie filologom przed sprawdzianem ze słówek lub pamięciówa z definicja (ha! Marchewko panno moja! Zawsze do rudych miałem słabość).

Dobra bo w sumie zaraz artykuł bez sensu przepiszę. Powiem tak, poczytajcie, poszukajcie, fajne rzeczy można znaleźć, a czy to działa? Heh ja zaraz lecę do sklepu po orzechy, marchew, cytrynę i inne cuda i w poniedziałek się przekonamy.

11:26, visegard
Link Dodaj komentarz »
O motywacji na około parę słów.

Yo! Jak tam minęło wczoraj? Ja jakoś do dziewiętnastej nie mogłem się pozbierać, a potem... obejrzałem Friendsów, pośmiałem się, zrobiłem kolację i … luz. Całkowity, jakieś takie wyciszenie przyszło i jak ręką odjął. Udało mi się wysiedzieć do północy przy nauce i przyznam, że duma mnie rozpiera. Chociaż i tak największy podziw dla mojego współlokatora, ja to mam jeszcze przyjemne studia, ale on jest na Polibudzie i jak patrzę z czym się męczy to szkoda gadać. Inna sprawa, że chłopak nawykły, rzadki przypadek poprawnej drogi przez szkolnictwo – pzdr Pawciu!:) - co to znaczy? Ano chłopak, jak każdy poszedł do podstawówki, potem jednak wybrał zawodówkę i został lakiernikiem – jeśli nie wiecie czy kupić  od Graco czy od Devilbissa, albo chcecie poznać czym się różnią pompy Binks, pistolet Ransburg i agregat Sata, to zapytajcie Pawcia. Jestem pewien, że nikt Wam nie da bardziej wyczerpującej odpowiedzi (ja np. nigdy nie chciałem tego wiedzieć, a wiedziałem i to doskonale już po pierwszym tygodniu wspólnego mieszkania, ech to były dni!). No tak czy inaczej mój współlokator mnie zadziwina, jego trasa szła od postawówki, przez zawodówkę, potem jakiś dziwny patent z maturą, potem inżynier, a teraz robi magistra. Przyznam szczerze, w życiu by mi się nie chciało tyle uczyć, a już na pewno tak dziwnych rzeczy. Przecież to jest jedną wielka droga krzyżowa przez fizykę i matematykę! Tak lekko licząć będzie ile? Ze dwadzieścia lat przepychania się przez przedmioty ścisłe? Makabra. Patrząc na Pawcia mam wrażenie, że moja sesja to więcej niż pikuś, heh praktycznie rzecz biorać można powiedzieć, że znalazłem sobie motywator do nauki. Tylko jest jeden drobiazg. Tak ostatnio z Pawciem gadałem i wyszło, że od co najmniej 6 lat jego miesięczne zarobki nigdy nie zeszły poniżej trzech tysięcy na rękę... heh już widzę, kiedy moje w ogóle dadzą radę wspiąć się na ten poziom. I to już jest demotywator.

08:36, visegard
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Zakładki:
Stancje
Tagi